Jak wspominałam w którymś z postów nie mieszkam w centrum miasta - w przypadku exchange students nie zdarza się to prawie nigdy.
Mój dom znajduje się na przedmieściach Muskegonu. By lepiej zobrazować amerykańskie przedmieścia posłużę się porównaniem, nie do czego innego, jak do gry - THE SIMS 2. (Mam nadzieję, że to nikogo nie obrazi, bo właśnie takie okolice inspirowały jej twórców)
Tym którzy grę znają, tylko przypomnę, tym którzy nigdy w nią nie grali - prezentuje: okolica Pleasantview (W polskiej wersji Miłowo)
Screen absolutnie tragiczny, ale najlepiej oddaje sytuację |
Mam nadzieję, że wszyscy mniej więcej załapali obraz tego środowiska. Pozostaje jeszcze jedna ważna cecha - BEZ SAMOCHODU ANI RUSZ! Tak jak w drugiej części gry The Sims, gdy chcemy gdzieś dotrzeć, wsiadamy w auto. W pobliżu nie znajdują się żadne większe sklepy czy restauracje - raczej kilka małych lokalnych biznesów, oferujących podstawowe rzeczy. Nie dziwi wobec tego chęć posiadania prawa jazdy, przez większość nastolatków do tego uprawnionych (wiek, w jakim można otrzymać drivers licence w zależności od stanu). Wiza J1, której posiadaczami są uczniowie na wymianie nie upowaznia oczywiście do prowadzenia pojazdów mechanicznych (nawet kosiarki ogrodowej!), co sprawia, że jesteśmy zdani na łaskę rodziny i przyjaciół. Nie jest to sytuacja beznadziejna - często można spotkać sie z pytaniem "do you need a ride?".
Moja ulica - wszystko pod kątem prostym |
Pick up na podjeździe |
Moim zdaniem najpiękniejsze schody w całej okolicy |
Szkoła się jeszcze nie zaczęła, a ja już nim jechałam! |
Jak wspominałam wcześniej - tajniki komunikacji miejskiej na przedmieściach wyjawione zostały tylko nielicznym. Rozkładu brak i nikogo to nie dziwi. Autobus jedzie w nieznane.
W pobliżu mojego domu znajduje się jedno z 11 tysiecy jezior - Wolf Lake. Nie jest ono zbyt duże, ale ma plaże i można sie w nim kąpać. Dookoła znajduje sie m.in. park zabaw dla dzieci, miejsce na grilla oraz mini bar z jedzeniem.
I na koniec długo oczekiwany akcent w postaci amerykańskiej flagi. Nie znajduje się ona przy wszystkich domach, lecz idąc na krótki spacer wzdłuż drogi można zauważyć więcej flag niż na polskich osiedlach w dniach świąt państwowych. To daje trochę do myślenia.
Hehe fajne porównanie:-)
OdpowiedzUsuńDziękuję :) No i jest 100% prawdziwe.
UsuńJak mija ci ostatni tydzień wakacji?
OdpowiedzUsuńWłaściwie to dość monotonnie - pierwsze 4 dni do południa trening (dziś oprócz tego byłam w szkole wyrobić ID), piątek mecz, i ostatni weekend przed szkołą. Mam nadzieję, że namówię rodzinkę na cokolwiek :)
UsuńMiasto niczym z simsów to pierwsze porównanie, które przyszło mi do głowy gdy przyleciałam do US :D
OdpowiedzUsuńAż miałam ochotę zagrać... Teraz byłoby to jeszcze dziwniejsze :)
Usuń